 |
|
ona-jest-anorektyczna
|
niestety zbliża się sesja, stres zjada moje nerwy, dobrze że nie zjadłam zbyt dużo. mam bardzo mało czasu, coraz mniej, ale niedługo będę miała go aż nadto i moja mala siłownia będzie wrzała <3 nie mogę się tego doczekać.
tymczasem mam mało wolnego czasu i spędzam go z moim chłopakiem.
tęsknie za rodzinnym domem, tęsknota rozrywa mnie, ale to nic.
93-94 kg. waha się miedzy tymi ilościami, dziś rano. w weekend trochę więcej zjadłam niż zwykle, z powodu doła skusiłam się na kilka kostek czekolady, ale nie było żadnego napadu, więc I'm very proud of me. pewnie dlatego też waga nie skoczyła do góry :)
nie chudnę w błyskawicznym tempie, ale dobrze, że nie tyję.
dziewczyny ściskam, całuję, życzę miłej udanej i cudownej majóweczki, i przepraszam za rzadką obecność, ale pochłonęła mnie nauka.
Cassie
Nastrój:
tagi:
:( :) niedziela, 22.kwietnia.2012, 11:12
sorki że tak długo mnie nie było, ale byłam poza domem. tak więc waga niezmiennie -.- nie wiem dlaczego. strasznie dużo chodzę, mam zakwasy. ogólnie trzymam się tysiąca kalorii.
jutro was poodwiedzam, bo dzisiaj jestwem tylko na moment, piszę pracę zaliczeniową -,-
ogólnie jest trochę dobrze i trochę źle. chciałabym już wakacje, może pójdę do jakiejś pracy. tu gdzie mieszkam nie mam znajomych. marzę o wyjeździe na wakacje z moim chłopakiem, o wyluzowaniu i nie myśleniu o wszystkim wokół . ogólnie jest ok, jest ok.
tak sobie powtarzam, a co rano płaczę .
Cassie
Nastrój:
tagi:
w weekend nic nie napiszę, bo mam faceta w domu więc piszę teraz. tak się naćwiczyłam, że mam takie zakwasy ze się ruszać nie mogę. tak sobie siedzę i myślę, i dochodzę do wniosku, że nie jestem wcale a wcale głodna. najgorsze są wieczory, ale na głód - yerba - i po głodzie. dewiza życiowa, oczywiście czerwona i zielona jak najbardziej.
waga tymczasowo bez zmian, tj po świętach kilo w górę, ale już spowrotem lecimy w dół zobaczymy co dalej.
moje marzenie nigdy się nie spełniło i jest nadal aktualne. pisałam o nim ponad 2 lata temu, Cassie, mimo swojej krwiożerczej diety i godzinnych ćwiczeń po każdym posiłku oraz wagi jaką osiągnęła (45kg.) i rzekomego wyniszczenia organizmu - nigdy nie zemdlała. zawsze chciałam wiedzieć jak to jest i kto pomoże mi wstać. nie wiem czemu ciąglę o tym myślę, doskonale wiem że marzenie jest chore, ale jednak.
nie lubię lusterek. nie lubię wystaw sklepowych. nie lubię swojego ciała.
"Babe, don't be afraid, you know I love you with all of my heart. Please listen to me, don't let those wicked thoughts tear us apart."
trzymajcie się dziewczyny, ;) zgubiłam Was i nie mogę znaleźć, a kiedyś tyle nas tu było.
Cassie
Nastrój:
tagi:
uzależniona: ciężka sprawa z tym ownlogiem w tej chwili bo nie mam pieniążków na koncie, co do krokomierza, posiadałam kiedyś tylko się zepsuł, ale chodziłam z nim i jakoś niespecjalnie mi się widzi, dzisiaj szukam steperka skrętnego, bo o tym marzę od dawien dawna. uda Ci się schudnąć, zresztą nie ważysz dużo, to możesz sobie na spokojnie sie odchudzac. :)) a czemu rzuciłaś studia ?
a tak ogólnie to po świętach i całe szczęście. chociaż zarąbiście tęsknie za rodzinnym domem . tęsknie za ogródkiem, za opalaniem się, za graniem w piłkę. za wszystkim tęsknie, przede wszystkim za ludźmi. ale święta są złe, bo wtedy zawsze trzeba coś zjeść. aj, ale to nic. następne święta dopiero w grudniu więc jest dobrze.
zamierzam do wakacji zejść gdzieś do 80 kg. mam nadzieję że to jest wykonalne. :)
a plan na dzisiaj to poświąteczny detox, grapefruity, herbata i woda. + ew jakieś warzywa.
nie wiem czy kiedyś miałyście takie poczucie, patrząc na jakąś osobę, mając z nią mały kontakt, że mogłaby być waszą przyjaciółką / przyjacielem ? ja teraz właśnie coś takiego odczuwam i smutno mi trochę że nie mogę nic z tym zrobić, bo w każdym smutnym wielkim mieście, warto mieć przy sobie jakąś wesołą cudną duszę.
<3
xo xo dziewczyny :)
Cassie
Nastrój:
tagi:
Uzależniona : my dear, am problem, bo wchodzę na Twojego bloga i się zastanawiam czy to aby napewno tam mam Ci odpisywać, mam wrażenie, że tak, ale powiedz mi czy ten w linkach to jest ten, bo ja poza tematem jestem. i opowiadaj maleńka co u Ciebie.
madlen - każdy kiedyś wraca, to chyba mądre słowa, bo tak naprawdę głowa nie daje spokoju.
to ja po krótce co u mnie. teraźniejszość jest rzekomo ok, oprócz braku znajomych, nowego miasta, nowego życia. mam cudownego chłopaka, którego bardzo boli moje odchudzanie i muszę się bardzo ukrywać. ale kocham go, kocham naprawdę tym razem, mieszkanie razem nie ułatwia sprawy jeśli o odchudzanie chodzi. przytyłam bo (głupie usprawiedliwienie) najpierw zaczęłam dużo ćwiczyć, zaczęłam przybierać na wadze, wpadłam w depresje, przy leczeniu zresztą ed, dostałam antydepresanty, do tego hormony i tarczyca. przytyłam bardzo szybko do 80 kg. później stopniowo, mimo starań w dół nic nie szło i wtedy załamywałam się i nie widziałam sensu w dalszym niejedzeniu. 2 tygodnie temu odstawilam antydepresanty i hormony. fakt, humor nie dopisuje, ale waga zaczęła spadać. :)
dzisiaj narazie 150 kalorii :) do 500 pewnie i tak zjem, góra 600. nie więcej.
stęskniłam się za Wami dziewczyny :)
ps. chcę jeść tych kalorii do 1000, wiem ze to duzo, tylko nie bardzo chcę wpaść w to co wtedy wpadłam. chcę sobie kupić steperek, robię brzuszki, rowerki, chcę więcej ćwiczyć, żeby nie bylo tak jak kiedys, bo to było okropieństwo. no i reakcje babci jak nic u niej nie jem są zbyt drastyczne dla moich oczu, całe szczęście jestem u niej góra raz w miesiącu, ale wtedy zdarza się mi zjeść trochę więcej.
piszcie co u Was :)
Cassie
Nastrój:
tagi:
mało mogę powiedzieć. mogę przeprosić za zdradę ideałów. mogę przeprosić za odejścia bez słowa. za niezrealizowane powroty.
mogę przeprosić za to, że znów wygladam jak wyglądam obiecać poprawę. i nie mogę mieć do Was pretensji, że mi nie uwierzycie.
"If the someone waiting, or Cassie all alone."
narazie schudłam 7 kilogramów. ważyłam 102. ważę 95.
jak to się stało ? nie mam pojęcia, wybaczcie.
stęskniłam się już za Wami, za tym światem. mam nadzieję że ten powrót będzie stały.
od miesiąca jem 700-1000 kcal. będę mniej, chcę mniej.
chcę być z Wami, dokładnie jak kiedyś.
Cassie
Nastrój:
tagi:
zastrzyki przeciwbólowe żeby jakoś to poszło. i ten paskudny wos na pusty żołądek, bo Cass, chciała być silna.
będzie więc 50%, żegnaj UJ .
waga ? nie wiem, bo się boję. ale jest coraz lepiej, widzę to .
jest kawowo i pepsi max. terapia lodami . jeden - dwa big milki dziennie. ew. big trio.
200 kalorii.
tak jest dobrze. jest dobrze. jest dobrze. jest.
Moje ciało znowu będzie moje jeśli tylko schudnę.
czytam chudą i dobre ciało. przepraszam, że mnie tyle nie było. uczyłam się w łóżku
Cassie
Nastrój:
tagi:
wczoraj dwa wafle ryżowe. i kawałek piersi z kurczaka. obstawiam że poniżej 300 kcal. a, oprócz tego 8 herbat czerwonych, 4 kawy. teraz kawa.. i thinspo na dzień dobry. zaraz psycholog i psychiatra. ciężka sprawa.
"Ona nie je nic.
Łyka z wdechem tlen.
A on kaleczy się.
O kształt miednicy jej."
ogólnie rzecz biorąc, dziewczyny. schudnę. obiecuję... obojętnie jakim kosztem.
Cassie
Nastrój:
tagi:
sobota, 23.kwietnia.2011, 10:32
Ana(S) brałam wszystkie możliwe na powrót okresu, końską dawkę estrogenu, luteine, progesteron syntetyczny. Dopiero uregulowanie tarczycy dało jakikolwiek efekt.
przepraszam, że Was nie odwiedziłam. od dwóch dni upijam się wódką, której przy lekach antydepresyjnych mojej generacji, nie powinnam tykać.
badania wyszły fatalnie. kolejna choroba do kolekcji. i się tylko poraz setny pytam za co, za jakie grzechy.
zmiana nowotworowa w wątrobie, jeszcze tylko tomografia, markery nowotworowe, i oby było dobrze, oby to było niezłośliwe, oby było tylko w wątrobie, oby nie robiło przerzutów. ale z moim szczęściem...
właśnie dlatego od dwóch dni nic praktycznie nie jadłam, a przepraszam, 4 miesięcznego pierniczka i pół pomarańczy. do tego wódka z colą zero. w ilości wystarczającej zeby o wszystkim zapomniec.
na moją wagę nie wchodzilam od dawna. waga w szpitalu dwa razy powiedziala 77 kiedy bylam w ubraniach, podczas gdy dzisiaj moja waga w domu bez ubrań mówi 82. nienawidzę mojej wagi, ale może to dobrze, może to znaczy że wtedy nie ważyłam 46 kg tylko mniej ? bo faktycznie wszystkie wagi pokazują mniej niż moja. sugeujmy się moją wagą.
a jeśli umrę, to chciałabym chociaż być wartościową osobą.
"I stare at her ribs they show through the spandex Her little legs are working, she's going somewhere She's climbing up the stairs And when she reaches the top her dreams will be there"
podoba mi się nowy mylog. chociaż tyle.
będę chuda. zjadłam dzisiaj na śniadanie 5 tabletek. mam ogromnego kaca.
Wasza Cassie.
Cassie
Nastrój:
tagi:
lekarka mnie wczoraj ważyła. jej zdaniem ważę 77 kg. będę mniej.
przepraszam że tak długo, dzisiaj idę na tomografię sprawdzic kilka niepokojących rzeczy.
już się boję. poza tym zaraz matura.
przez te 8 miesięcy kiedy mnie nie było dzień w dzień chodziłam na siłownię na godzinę, dwie...czasami trzy. zrezygnowałam z tego, uświadamiając sobie, że im więcej mam mięśni tym bardziej nie mogę patrzeć w lusterko.
okres wrócił mi jakieś 2 miesiące temu. po półtora rocznej nieobecności.
trzymajcie kciuki za to, żeby Cassie znowu była chudą Cassie.
Is there someone waiting or Cassie is alone...?
"Becouse you wanna perfect girl and I'm not. so perfect. You wanna perfect girl and I'm look shitty today."
soko - shitty day.
kocham Was, wieczorem zajrzę. wasza niechuda Cassie.
Cassie
Nastrój:
tagi:
"If I had to chose, perfection or you. I chose perfection because you are nothing without my perfection."
powracam. dałam się utuczyć. to tylko moja wina. ważę głupie 80 kg. mam niedoczynność tarczycy. depresję. osłabione zęby i wzrok.
wpisaną w papierach próbę samobójczą. uzależnienie od małych, paskudnych tabletek. wypisane antydepresanty potęgujące głód.
bulimie, którą zamierzam zabić odchudzaniem. niejedzeniem. bo kiedy jem - wymiotuję.
kiedy cokolwiek przełykam to cofa się samo. zeszmaciłam się.
będę walczyć.
przepraszam, że mnie nie było. odcięli mnie od mojego świata, wypchnęli ze szpitala do psychiatry i psychologa. i mówią, mówią, mówią. słyszę ich głosy.
ale kocham. i chcę każdego dnia móc krzyczęć piękne słowa. KISS ME. I'M THINNER THAN YESTERDAY!
i nie jeść nic. i nie jeść nic. i powrócić do dawnej siebie. dla siebie, dla siebie. dla Ciebie.
przyjmijcie mnie spowrotem ... przepraszam.
Cassie
Nastrój:
tagi:
piszę ponieważ naprawdę jestem wdzięczna za Wasze komentarze.
chcę, żebyście wiedziały, że zaczęłam o siebie walczyć.
na wakacjach płakałam pierwszego dnia, nie miałam siły chodzić ze słabości.
mdlałam, bolało.
kolejnego dnia mój chłopak z moją mamą przekonali mnie, że trzeba jeść.
dałam sobie wolne na 4 dni. przytyłam do 53 kilo.
ale to była tylko zawartość jelit. ważę 48.
jem 1200 kalorii, zdrowo, w małych porcjach .
życie nabrało automatycznie kolorów.
wychodzę z domu, jestem szczęśliwsza, czuję że kocham mojego chłopaka.
przez cały rok żyłam w apatii, codziennie płakałam, miałam wrażenie że na nikim mi nie zależy, że nikt mnie nie obchodzi.
teraz wiem, że nie miałam siły na uczucia.
odradzam Wam wszystkim moją dietę, bo to nie była tylko dieta.
to mi zniszczyło, zabrało rok życia.
mam siłę pływać, biegać, rozmawiać z ludźmi, śpiewać.
jedzenie wciąż trochę mnie przeraża, kalorie mnie blokują, ale jest o wiele lepiej.
chcę żebyście wiedziały, że naprawdę się staram jeść nie mniej niż te 1200 kalorii. i zazwyczaj jem równo 1200.
to trudne dla mnie, boję się panicznie przytycia chociaż wiem, że powinnam.
na plaży ludzie nie patrzyli na mnie dlatego że jestem piękna.
nie. widziałam zdjęcia. są okropne.
ludzie patrzyli na szkielet i się zastanawiali jak źle ze mną jest.
a ja patrzyłam na dziewczyny pulchne, przy kości, nie wstydzące się niczego, biegające, tańczące w strojach kąpielowych i przede wszystkim szczęśliwe.
i zazdrościłam im tego. i uczyłam się jeść.
i miałam pierwszy raz ochotę całować się kiedy zjadłam gofra. to mi kazało walczyć o siebie.
bo przecież tak jest mało tego życia aby żyć.
dziewczyny nie zabijajcie się bez powodu.
bo bycie chudym... przeraźliwie chudym wcale nie jest takie piękne.
boli każda kość, wbija się nawet na mięciutkim piasku plaży, na karuzeli nie sposób utrzymać siebie i szyi z powodu braku mięśni, a jeśli się nie je nie ma się też siły aby być szczęśliwym. i życie wydaje się mdłe.
więc próbuję jeść i jestem szczęśliwsza.
wiem, że mam po co i dla kogo żyć.
boli mnie tylko to, że odkąd jem znowu nikogo nie obchodzę. kiedy nie jadłam to rodzice i babcia zamartwiali się i płakali. było mi głupio, ale i dziwnie egoistycznie miło. a teraz mimo, że wciąż ważę te 48... ale jem... znowu przestaje im na mnie zależeć. tak to wygląda.
a teściowie powiedzieli, że przesadziłam z dietą i oni nie będą chcieli takiej chudej synowej. że bardzo przesadziłam.
no i jeszcze instruktor jazdy uważa że nie ważę więcej niż 42 kilo. gdybym tyle ważyła leżałabym na intensywnej terapii, ale ok. xD
a na koniec pomyślcie sobie jacy ludzie byli zdziwieni. leży na plaży dziewczyna z każdą kością na wierzchu, ledwo obleczona skórą i wpier.dziela gofra zagryzając krówką. powiem Wam że nieziemskie mieli miny ;D
Cassie
Nastrój:
tagi:
źle. czwartek, 5.sierpnia.2010, 11:02
rozwolnienie nie daje spokoju od 2 tygodni.
tata uważa że to dlatego że więcej jem.
cholera nie jem więcej...
ale wyraźnie musiałam przytyć skoro tak powiedział ...
48 kilo . ale jestem tłusta.
wpadam w stany depresyjne, mam dość siebie, wszystkiego wokół.
chciałabym umrzeć, zniknąć.
obudzić się w innym świecie.
tam gdzie mogłabym jeść normalnie, bez wyrzutów sumienia, bez tego pier.dolonego lęku.
nie umiem funkcjonować wśród ludzi. chciałabym umieć.
budzę się codziennie o 4,5 rano i nie wiem co ze sobą zrobić.
chodzę głodna. przecież 600 kalorii to tak dużo.
a mi wiecznie burczy w brzuchu. i przelewa się.
a może to nie głód ? może sobie wmawiam, że jestem głodna.
tak naprawdę mam tylko ochotę na jedzenie.
na pewno. tak to już jest kiedy jesteś słaby.
słaby, głupi, do niczego.
chciałabym żeby to wszystko się nie wydarzyło.
cały ten świat, chciałabym tak naprawdę nigdy się nie urodzić.
chciałabym żeby ktoś mógł zakończyć moje cierpienie.
sama nie potrafię. zjebałabym to, jak wszystko.
chciałabym żeby moje serce stanęło.
teraz, zaraz, już.
nie potrafię cieszyć się życiem, nie potrafię żyć.
moje istnienie to takie głupie nic, które powinno prysnąć.
jak bańka mydlana.
może gdybym była wystarczająco silna by nie jeść nic w końcu by się tak stało.
słońce za oknem skutkuje jeszcze gorszym humorem.
wczoraj było lepiej. wczoraj padał deszcz.
piękna pogoda boli, bo widzę, że nie umiem się nią cieszyć.
gdybym tylko ważyła mniej.
gdybym nie miała tylu chodowanych od dzieciństwa komórek tłuszczowych, które tylko czekają by się jeszcze bardziej napełnić.
gdybym nie miała głupich skłonności do tycia.
gdybym potrafiła nie jeść.
gdybym umiała schudnąć.
jak można cieszyć się z życia czując w sobie ten bolesny głód ?
wiecznie jestem głodna. chciałabym zjeść urodzinową bombonierkę zamkniętą w szafie.
ale nie zjem, nie mogę.
i tylko oczy znowu napełniają się łzami gdy sobie pomyślę w jak wielkie szambo się wpakowałam.
chcę być sama, zamknięta gdzieś gdzie nie ma nic do jedzenia. chciałabym, ale jednak kiedy jestem sama to czuję się równie źle. nigdzie nie jest dobrze, do nikąd nie ma ucieczki. gdzieś tam jest tylko śmierć.
Cassie
Nastrój:
tagi:
48 kg. sobota, 31.lipca.2010, 06:57
kurcze.
niepotrzebnie pozwoliłam sobie w urodziny na jedzenie. to było takie cudowne uczucie. nagle okazuje się że nie myślałam o ŻADNYCH kaloriach. jadłam jak wszyscy ludzie. tu jakiegoś loda, tu pare łyżeczek torta, tu cukierka.
ale to było takie przyjemne. ZERO liczenia. w mojej głowie nie odpalił się licznik który na codzień funkcjonuje na wysokich obrotach. jedzenie sprawia mi przyjemność. to był najcudowniejszy dzień od października. JADŁAM, więc miałam chęć i siłę rozmawiać. JADŁAM, więc miałam ochotę śpiewać i się bawić. JADŁAM, więc ... tyłam.
na drugi dzień wróciłam do diety. no, może nie do końca. mimo, że w domu było pełno smakołyków, których nawet nie zdążyłam spróbować ja odpuściłam.
oddałam mamie mieszankę wedlowską i wszelkie cukierki wepchnęłam dzieciom.
i w niedziele mimo, że znowu zeszła się rodzina nie zjadłam nic.
wypiłam dwie szklanki wody z cytryną i masę czerwonych herbat.
w poniedziałek - 300 kcal.
wtorek - 400 kcal.
środa - 400 kcal.
czwartek - 500 kcal.
piątek - 600 kcal.
waga wskazuje 48. dzisiaj impreza zakrapiana alkoholem, ale ja od października nie piję, bo to za dużo kalorii.
smutno mi, kocham jeść. i dlatego nie chcę tej imprezy bo nie będę jadła.
prawdopodobnie do wigilii, albo do moich następnych urodzin nie zdaży się obżarstwo.
i co z tego że w moim pokoju stoi masa chipsów i cukierków ?
że w lodówce są lody ?
że robimy z mamą ciasta ?
że będzie gril... ale będą zapachy.
to nic, to mnie nie rusza. wtedy powiedziałam sobie że sobie pozwolę.
ale nigdy więcej. to było bez sensu bo poczułam że można być szczęśliwym.
a tak naprawdę szczęście nie przychodziło do mnie w trakcie diety.
ale nie chcę być tłustą krową.
nigdy w życiu, nigdy więcej.
rozmiar spodni w New Yorkerze (AMISU) = 25.
wzrost = 176
waga = 48 kg.
dopadły mnie poważne bakteryjne biegunki.
to boli .
Cassie
Nastrój:
tagi:
48 kg. sobota, 31.lipca.2010, 06:56
kurcze.
niepotrzebnie pozwoliłam sobie w urodziny na jedzenie. to było takie cudowne uczucie. nagle okazuje się że nie myślałam o ŻADNYCH kaloriach. jadłam jak wszyscy ludzie. tu jakiegoś loda, tu pare łyżeczek torta, tu cukierka.
ale to było takie przyjemne. ZERO liczenia. w mojej głowie nie odpalił się licznik który na codzień funkcjonuje na wysokich obrotach. jedzenie sprawia mi przyjemność. to był najcudowniejszy dzień od października. JADŁAM, więc miałam chęć i siłę rozmawiać. JADŁAM, więc miałam ochotę śpiewać i się bawić. JADŁAM, więc ... tyłam.
na drugi dzień wróciłam do diety. no, może nie do końca. mimo, że w domu było pełno smakołyków, których nawet nie zdążyłam spróbować ja odpuściłam.
oddałam mamie mieszankę wedlowską i wszelkie cukierki wepchnęłam dzieciom.
i w niedziele mimo, że znowu zeszła się rodzina nie zjadłam nic.
wypiłam dwie szklanki wody z cytryną i masę czerwonych herbat.
w poniedziałek - 300 kcal.
wtorek - 400 kcal.
środa - 400 kcal.
czwartek - 500 kcal.
piątek - 600 kcal.
waga wskazuje 48. dzisiaj impreza zakrapiana alkoholem, ale ja od października nie piję, bo to za dużo kalorii.
smutno mi, kocham jeść. i dlatego nie chcę tej imprezy bo nie będę jadła.
prawdopodobnie do wigilii, albo do moich następnych urodzin nie zdaży się obżarstwo.
i co z tego że w moim pokoju stoi masa chipsów i cukierków ?
że w lodówce są lody ?
że robimy z mamą ciasta ?
że będzie gril... ale będą zapachy.
to nic, to mnie nie rusza. wtedy powiedziałam sobie że sobie pozwolę.
ale nigdy więcej. to było bez sensu bo poczułam że można być szczęśliwym.
a tak naprawdę szczęście nie przychodziło do mnie w trakcie diety.
ale nie chcę być tłustą krową.
nigdy w życiu, nigdy więcej.
rozmiar spodni w New Yorkerze (AMISU) = 25.
wzrost = 176
waga = 48 kg.
dopadły mnie poważne bakteryjne biegunki.
to boli .
Cassie
Nastrój:
tagi:
|
|
|